Rallycross photos © QNIGAN.COM Jakub Nitka 2015
25
05.2015

Pechowy wyścig Hołka i Martina

Na początku drugiego dnia ścigania w cyklu RXLites w Anglii Martin Kaczmarski nabawił się kontuzji kręgosłupa. Niestety istnieje podejrzenie, że może to być odnowienie się urazu z zeszłego roku, który wyeliminował polskiego kierowcę ze styczniowego Dakaru. Krzysztofa Hołowczyca, który awansował do półfinału, z dalszego ścigania wyeliminowała awaria silnika.

W trakcie Rajdu Maroka w październiku 2014 roku Martin Kaczmarski po uderzeniu w wyrwę na trasie skręcił odcinek szyjny kręgosłupa. Mimo dramatycznej walki z czasem i szybko podjętej decyzji o rehabilitacji nie udało mu się odzyskać sprawności na czas i wystartować w tegorocznym Rajdzie Dakar. Kontuzja nie zakłóciła jednak przygotowań do startu w rallycrossowym cyklu RXLites, w którym Martin zadebiutował pod koniec kwietnia w Portugalii. Pechowy okazał się drugi dzień ścigania drugiego wyścigu sezonu na torze Lydden Hill Race Circuit w Wotton.

Rallycross photos © QNIGAN.COM Jakub Nitka 2015

– Na początku drugiego dnia zawodów podczas biegu rozgrzewkowego mocno dobiło mnie po hopie i prawdopodobnie odezwała się zeszłoroczna kontuzja kręgosłupa. Musiałem się wycofać, jadę do szpitala, aby zdiagnozować temat. Mam nadzieję wylizać się do następnych zawodów. To była jedyna rozsądna decyzja – powiedział Martin Kaczmarski. Dla Krzysztofa Hołowczyca, który po pierwszym dniu plasował się na 10. pozycji, niedzielne ściganie zaczęło się bardzo dobrze. W ostatnim, czwartym biegu kwalifikacyjnym jechał na czele stawki, wtedy jednak spaliła się jedna ze świec i doświadczony Hołek również musiał wycofać się z wyścigu.

– To frustrujący weekend. Najpierw kontuzja Martina, która mam nadzieję nie okaże się poważna, później awaria silnika w moim samochodzie. Głęboko wierzę, że po trudnym początku sezonu w kolejnych wyścigach szczęście będzie nam bardziej sprzyjało. Jestem za to pod dużym wrażeniem ilości polskich fanów na torze w Wotton. Bardzo dziękuję wszystkim za przybycie i kibicowanie – komentował Krzysztof Hołowczyc.